Czy to depresja czy niedoczynność tarczycy?

Oceń ten artykuł

I niedoczynność tarczycy i depresja są plagami współczesności. Zastanawiałam się ostatnio na ile jedno łączy się z drugim i stwierdziłam, z braku dostępu do badań (bo takowych nie wynalazłam), że muszą się łączyć i to, co składamy na karb czystej depresji (stylu współczesnego życia etc.) może mieć swoje źródło w dysfunkcjach tarczycy. Skłaniam się ku temu wnioskowi tym bardziej, im więcej osób poznaję. Wiele kobiet, u których niedoczynność wykryto dość późno (badania nie zawsze są jednoznaczne, bądź też są źle interpretowane) znacznie wcześniej skarżyła się na obniżenie nastroju.
Może jestem przeczulona, ale wydaje mi się, że stwierdzenie, iż wszystkie nasze problemy z samopoczuciem i nastrojem mają swoje źródło w fizjologii nie jest wcale bezpodstawne. Osobom, które zauważyły u siebie: problemy z koncentracją i pamięcią obniżenie wydajności intelektualnej, obniżenie nastroju i chroniczne zmęczenie radziłabym pójście do endokrynologa. Wiem, że to nie takie proste jak mogłoby się wydawać. Toteż jedynie sygnalizuję problem. Tym bardziej, że dzięki leczeniu niedoczynności można poprawić parę innych funkcji organizmu, a leczenie depresji może okazać się w tym przypadku zdecydowanie niewystarczające.

Paskudna choroba, ale mimo wszystko nie wyrok

Niedoczynność tarczycy bardzo uprzykrza życie, co gorsza wbrew pozorom wcale nie tak łatwo ją zdiagnozować. Nawet osoby chore często bagatelizują objawy, a lekarze pierwszego kontaktu najczęściej składają je na karb przemęczenia lub… starości, co wcale nie jest takie oczywiste! Z drugiej strony słysząc diagnozę: niedoczynność, wcale nie oddychamy z ulgą. Wprost przeciwnie – zamieramy zmartwione sądząc, że to już wyrok. Faktycznie choroba uprzykrza życie, ale jak twierdzą niektórzy: grunt to się nie poddawać. Leczyć się (tym bardziej, że przecież można) i walczyć z chorobą z pomocą różnych tricków.

Poprawiamy jakość życia

Po pierwsze odpowiednie leczenie tj. de facto suplementacja i uzupełnianie poziomu brakujących hormonów. Jakkolwiek efekty tego działania nie są od razu zauważalne (często trudno je zauważyć w ogóle) leczenie, jak twierdzą lekarze, działa toteż warto powalczyć. Po drugie poprawa jakości życia – skoro niedoczynność tarczycy oddziałuje na nas na poziomie fizjologicznym, po poprawieniu poziomu hormonów (wskutek leczenia) w razie braku satysfakcji wciąż jeszcze można dodatkowo zawalczyć. Jak? Obawiam się, że będę posądzona o wygłaszanie truizmów, ale niestety, przede wszystkim należy postawić na aktywność i na prawidłowe nawyki dietetyczne.
Większość nieprzyjemnych dolegliwości związanych z dysfunkcjami tarczycy wiąże się z zaburzeniami metabolizmu i zaburzeniami przebiegu innych funkcji życiowych. Je na pewno można poprawić ruchem i dietą.

W przypadku osób cierpiących na niedoczynność zalecenia są znane i oczywiste: uzupełnianie poziomu hormonów, odpowiednia podaż jodu, unikanie soi (uwaga! jest jej wszędzie pełno!) i wysokobiałkowa dieta. Jeśli dodać do tego trochę ćwiczeń (pomimo zmęczenia) poprawie ulegnie i metabolizm i nastrój.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *